Razem z ostatnim dniem kwietnia przyszedł czas na ostatni wpis z projektu Kwiecień w słowach.
Tym razem wybrałam lekki i przyjemny temat jakim jest podsumowanie miesiąca w zdjęciach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 kwietnia 2015
wtorek, 21 kwietnia 2015
Kwiecień w słowach: (nie)codzienność
Wpadłam właśnie z uczelni do domu, przeleciałam jak burza przez kuchnię i siadam do pisania.
Są dni kiedy czas wlecze się straszliwie wolno, a są dni takie jak dzisiaj kiedy brakuje mi godzin w dobie. W czasie podróży pociągiem myślałam o czym napiszę Wam w trzecim już poście projektu Kwiecień w słowach. Niby banalne, ale postanowiłam podjąć temat codzienności.
Tak naprawdę czym jest codzienność? Dla każdego z nas ten termin oznacza coś innego. Ja jestem typem człowieka, który zdecydowanie woli, aby ta 'codzienność' była aktywna i produktywna.
Preferuję dni kiedy nie mam wolnego czasu, wszystko mam rozplanowane. Jestem wtedy bardziej zorganizowana i wykonuję wszystko co wcześniej zaplanowałam. Świetnym przykładem jest dzisiejszy dzień - Wstałam o godzinie 6:30, aby mieć czas na celebrowanie śniadania (które uwielbiam) i przygotowanie posiłków na uczelnię. Od godziny 10 do 17 byłam na uczelni, powrót do domu zajmuje mi około 1h20min jeśli pociąg jest punktualnie. Kiedy trafiam do domu mam czas na posiłek, chwilę odpoczynku i lecę na siłownie.
Zabawne jest to, iż takie dni męczą mnie o wiele mniej, niż dni gdzie nie mam zajęć, dzień ciągnie się bez konkretnego planu i zajęcia. Wtedy szybko się rozleniwiam i tracę chęci do działania. Jeśli na dodatek w taki dzień jest fatalna pogoda to moja motywacja spada poniżej jakiejkolwiek normy.
Dużo ludzi mówi o codzienności 'szara rzeczywistość'. Oczywiście to moment, kiedy uruchamia się nasza narodowa cecha typowego narzekacza.
To jaka będzie nasza codzienność zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Osobiście staram się nie popadać w rutynę, bo to właśnie tworzy szarą rzeczywistość.
Nigdy nie chciałam spędzić życia pracując za biurkiem w korporacji po czym wracać do domu, gdzie czeka na mnie mąż ze stertą garów do zmywania.
Działać - nie narzekać.
Nie lubisz swojej pracy, wysysa z Ciebie wszelką energię, a co najgorsze przynosisz nerwy do domu?
Nikt nie mówi, że od razu trzeba rzucać pracę, ale warto się rozejrzeć za czymś innym. Przeraża mnie codzienny obraz, który widzę przed Warszawskimi korporacjami, gdzie ciągle widzę ludzi, którzy nie rozstają się z papierosem i red bullem. Niestety w takiej pracy nie ma miejsca na życie osobiste, jest ciągły stres, deadline i ludzie, którzy czekają na Twoje potknięcie.

Znajdź sposób na odprężenie i ujście złych emocji.
Może to być sport, dobra książka, wieczór z partnerem przy dobrym jedzeniu i lampce wina czy wyskoczenie za miasto w weekend. Reset ciała i umysłu jest cholernie ważny o czym przekonałam się wielokrotnie.
Zadbaj o swoje otoczenie.
Postaw w pokoju świeże kwiaty, posiłek podaj na ładnym talerzu, a kawę nalej w piękny kubek.
To jak wygląda nasze otoczenie ma wpływ na nasze samopoczucie. W pracy na biurku znajdź miejsce na szalone zdjęcie z przyjaciółmi (jeśli to możliwe) aby w ciężkiej chwili dnia poprawić sobie humor.
Często nasz partner ma wpływ na to jak wygląda nasza codzienność.
Lubię ludzi spontanicznych, dla których są ciekawsze możliwości spędzania czasu niż wieczór z serialami.
W obecnych czasach jest ogrom sposobów na spędzenie aktywnie wolnego czasu i niekoniecznie musi być to związane z dużymi wydatkami.
Nie można utknąć w związku, który nasz ogranicza, nie daje nam szczęścia i czujemy się zamrożeni. Często jest tak już w związkach, które trwają już dłuższy czas. Kończy się okres fascynacji i wkrada się rutyna i przyzwyczajenie. Boimy się tego zostawić z obawy pozostania samemu, to pewien rodzaj zamrożenia, którego powinno się wystrzegać, bo cholernie kiepsko się obudzić po 10 latach, że cholera- to jednak nie to czego chciałam/em. Partner powinien być osobą, która nas inspiruje i przy której się rozwijamy.
Otaczaj się pozytywnymi ludźmi.
Nie bez powodu krąży powiedzenie "z kim przystajesz, takim się stajesz". Nie ma sensu przebywać z osobami, które ciągle narzekają na swoje życie lub szukają negatywnych sensacji.
Skoro coś się dzieje złego w jego życiu i ciągle jęczy - zapytaj co zrobił w kierunku aby to zmienić.
Osobiście uwielbiam ludzi pozytywnie zakręconych, których wszędzie pełno. Mają pasje, mają ciekawe rzeczy do powiedzenia. Jeśli coś idzie nie tak - nie poddają się, tylko podnoszą głowę i grają dalej.
Miej cele zamiast marzeń.
Stwórz sobie tablicę celów i motywacji. Można to podzielić na cele, krótkoterminowe i długoterminowe.
Określ w miarę dokładnie czas realizacji. Wtedy łatwiej osiągnąć zamierzone cele.
Znajdź coś co Cię motywuje i inspiruje. Nie poddawaj się, bo w życiu bywają upadki, ale tylko Ci, którzy się nie poddali osiągną sukces i szczęście.
Są dni kiedy czas wlecze się straszliwie wolno, a są dni takie jak dzisiaj kiedy brakuje mi godzin w dobie. W czasie podróży pociągiem myślałam o czym napiszę Wam w trzecim już poście projektu Kwiecień w słowach. Niby banalne, ale postanowiłam podjąć temat codzienności.
Tak naprawdę czym jest codzienność? Dla każdego z nas ten termin oznacza coś innego. Ja jestem typem człowieka, który zdecydowanie woli, aby ta 'codzienność' była aktywna i produktywna.
Preferuję dni kiedy nie mam wolnego czasu, wszystko mam rozplanowane. Jestem wtedy bardziej zorganizowana i wykonuję wszystko co wcześniej zaplanowałam. Świetnym przykładem jest dzisiejszy dzień - Wstałam o godzinie 6:30, aby mieć czas na celebrowanie śniadania (które uwielbiam) i przygotowanie posiłków na uczelnię. Od godziny 10 do 17 byłam na uczelni, powrót do domu zajmuje mi około 1h20min jeśli pociąg jest punktualnie. Kiedy trafiam do domu mam czas na posiłek, chwilę odpoczynku i lecę na siłownie.
Zabawne jest to, iż takie dni męczą mnie o wiele mniej, niż dni gdzie nie mam zajęć, dzień ciągnie się bez konkretnego planu i zajęcia. Wtedy szybko się rozleniwiam i tracę chęci do działania. Jeśli na dodatek w taki dzień jest fatalna pogoda to moja motywacja spada poniżej jakiejkolwiek normy.
Dużo ludzi mówi o codzienności 'szara rzeczywistość'. Oczywiście to moment, kiedy uruchamia się nasza narodowa cecha typowego narzekacza.
To jaka będzie nasza codzienność zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Osobiście staram się nie popadać w rutynę, bo to właśnie tworzy szarą rzeczywistość.
Nigdy nie chciałam spędzić życia pracując za biurkiem w korporacji po czym wracać do domu, gdzie czeka na mnie mąż ze stertą garów do zmywania.
Działać - nie narzekać.
Nie lubisz swojej pracy, wysysa z Ciebie wszelką energię, a co najgorsze przynosisz nerwy do domu?
Nikt nie mówi, że od razu trzeba rzucać pracę, ale warto się rozejrzeć za czymś innym. Przeraża mnie codzienny obraz, który widzę przed Warszawskimi korporacjami, gdzie ciągle widzę ludzi, którzy nie rozstają się z papierosem i red bullem. Niestety w takiej pracy nie ma miejsca na życie osobiste, jest ciągły stres, deadline i ludzie, którzy czekają na Twoje potknięcie.

Znajdź sposób na odprężenie i ujście złych emocji.
Może to być sport, dobra książka, wieczór z partnerem przy dobrym jedzeniu i lampce wina czy wyskoczenie za miasto w weekend. Reset ciała i umysłu jest cholernie ważny o czym przekonałam się wielokrotnie.
Zadbaj o swoje otoczenie.
Postaw w pokoju świeże kwiaty, posiłek podaj na ładnym talerzu, a kawę nalej w piękny kubek.
To jak wygląda nasze otoczenie ma wpływ na nasze samopoczucie. W pracy na biurku znajdź miejsce na szalone zdjęcie z przyjaciółmi (jeśli to możliwe) aby w ciężkiej chwili dnia poprawić sobie humor.
Często nasz partner ma wpływ na to jak wygląda nasza codzienność.
Lubię ludzi spontanicznych, dla których są ciekawsze możliwości spędzania czasu niż wieczór z serialami.
W obecnych czasach jest ogrom sposobów na spędzenie aktywnie wolnego czasu i niekoniecznie musi być to związane z dużymi wydatkami.
Nie można utknąć w związku, który nasz ogranicza, nie daje nam szczęścia i czujemy się zamrożeni. Często jest tak już w związkach, które trwają już dłuższy czas. Kończy się okres fascynacji i wkrada się rutyna i przyzwyczajenie. Boimy się tego zostawić z obawy pozostania samemu, to pewien rodzaj zamrożenia, którego powinno się wystrzegać, bo cholernie kiepsko się obudzić po 10 latach, że cholera- to jednak nie to czego chciałam/em. Partner powinien być osobą, która nas inspiruje i przy której się rozwijamy.
Otaczaj się pozytywnymi ludźmi.
Nie bez powodu krąży powiedzenie "z kim przystajesz, takim się stajesz". Nie ma sensu przebywać z osobami, które ciągle narzekają na swoje życie lub szukają negatywnych sensacji.
Skoro coś się dzieje złego w jego życiu i ciągle jęczy - zapytaj co zrobił w kierunku aby to zmienić.
Osobiście uwielbiam ludzi pozytywnie zakręconych, których wszędzie pełno. Mają pasje, mają ciekawe rzeczy do powiedzenia. Jeśli coś idzie nie tak - nie poddają się, tylko podnoszą głowę i grają dalej.
Miej cele zamiast marzeń.
Stwórz sobie tablicę celów i motywacji. Można to podzielić na cele, krótkoterminowe i długoterminowe.
Określ w miarę dokładnie czas realizacji. Wtedy łatwiej osiągnąć zamierzone cele.
Znajdź coś co Cię motywuje i inspiruje. Nie poddawaj się, bo w życiu bywają upadki, ale tylko Ci, którzy się nie poddali osiągną sukces i szczęście.
Etykiety:
Kwiecień w słowach,
projekt,
wyzwanie
niedziela, 12 kwietnia 2015
Kwiecień w słowach: Pasja - czy można się zatracić?
Przy wolnej niedzieli postanowiłam podjąć kolejny temat w projekcie Kwiecień w słowach.
Pogoda w końcu się poprawiła to i humor wrócił.
Obudziłam się lekko po godzinie 6 rano i jak zwykle przystąpiłam do codziennego rytuału przyrządzania śniadania. W ostatnich dniach są to omlety białkowe z dodatkiem owoców.
Stojąc nad kuchenką naszło mnie na przemyślenia dotyczące obejrzanego wieczór wcześniej nagrania, w którym Mariusz Czerniewicz(fb) opowiada o sposobie żywienia jakim jest IIFYM (video).
Chodzi mi głównie o kwestie izolacji od innych ludzi, której powodem jest ścisłe trzymanie makro i treningów.
W ostatnim czasie kilkukrotnie ten temat był wspominany w fit światku.
Ja sama nie ukrywam, że mam tym spory problem, a nagranie Mario uświadomiło mi, że do niczego dobrego to nie prowadzi.
Więc czy moja pasja, jaką jest sport i dążenie do osiągnięcia celów sylwetkowych jest w jakiś sposób negatywna dla mojego życia społecznego? Czy pozbawia mnie to tych prostych cudownych chwil, o których wspomina Mariusz w swoim nagraniu?
Wnioski, do których doszłam niestety nie są korzystne.
Od dłuższego czasu współpracuję z trenerem, spożywam 5 zbilansowanych posiłków dziennie, trenuję średnio 6 razy w tygodniu. O ile treningi w niczym nie przeszkadzają, bo można je zrobić o każdej porze dnia, czy przesunąć o jeden dzień, tak przy żywieniu pojawiają się schody.
W momencie gdy zaczęłam skrupulatnie podliczać makro zaczął się problem z wychodzeniem ze znajomymi przykładowo na lunch. O ile w centrum handlowym gdzie jest wiele jadłodajni i otwarta przestrzeń do siedzenia nie ma problemu aby wyciągnąć swój pojemnik z jedzeniem, tak co innego jednak gdy w grę wchodzi już jakaś konkretna knajpa, restauracja, kawiarnia. Główne dwa problemy to fakt, że z chęcią też bym sobie zjadła coś z karty dań (nie cheat, zawsze można wybrać zdrową pozycję proponowaną w menu). Nie dla samego faktu jedzenia, co dla cieszenia się ze znajomymi czy rodziną z wizyty w danym miejscu. Ale nie, przecież makro mi się nie zgodzi.
Na długi dystans staje się to uciążliwe dla psychiki i w końcu przyjdzie taki moment, gdy powiemy sobie, że mamy dość. I już nie chodzi o to, że chce mi się 'nieczystego' jedzenia. Nie ciągnie mnie do zjedzenia tabliczki czekolady czy całej pizzy. Tylko do normalności, którą chyba trochę zatraciłam.
Teraz żywię się świadomie zgodnie z zapotrzebowaniem i celami sportowymi. Kiedyś niestety była to obsesja odchudzania, przez co straciłam zdrowie i życie towarzyskie. Wolałam siedzieć w domu niż się tłumaczyć czemu nie jem.
Sport jest dla mnie wybawieniem na całe zło, dzięki temu potrafię dać ujście swoim emocjom, a przy okazji się spełniać. Planuję w krótkim czasie zrobić uprawnienia trenerskie abym sama również mogła zarażać miłością do sportu innych ludzi. Jestem bogatsza o wiele doświadczeń dzięki czemu będę mogła pokazać im jak nie wpaść w to błędne koło. Bo niestety można wiele stracić.
A jesteśmy tylko ludźmi i musimy cieszyć się małymi chwilami.
Więc cieszmy się życiem, dbajmy o swoje zdrowie, dawajmy naszemu ciału wartościowe paliwo, ale też nie popadajmy w skrajności, bo później ciężko jest wrócić do normalności.
Pogoda w końcu się poprawiła to i humor wrócił.
Obudziłam się lekko po godzinie 6 rano i jak zwykle przystąpiłam do codziennego rytuału przyrządzania śniadania. W ostatnich dniach są to omlety białkowe z dodatkiem owoców.
Stojąc nad kuchenką naszło mnie na przemyślenia dotyczące obejrzanego wieczór wcześniej nagrania, w którym Mariusz Czerniewicz(fb) opowiada o sposobie żywienia jakim jest IIFYM (video).
Chodzi mi głównie o kwestie izolacji od innych ludzi, której powodem jest ścisłe trzymanie makro i treningów.
W ostatnim czasie kilkukrotnie ten temat był wspominany w fit światku.
Ja sama nie ukrywam, że mam tym spory problem, a nagranie Mario uświadomiło mi, że do niczego dobrego to nie prowadzi.
Więc czy moja pasja, jaką jest sport i dążenie do osiągnięcia celów sylwetkowych jest w jakiś sposób negatywna dla mojego życia społecznego? Czy pozbawia mnie to tych prostych cudownych chwil, o których wspomina Mariusz w swoim nagraniu?
Wnioski, do których doszłam niestety nie są korzystne.
Od dłuższego czasu współpracuję z trenerem, spożywam 5 zbilansowanych posiłków dziennie, trenuję średnio 6 razy w tygodniu. O ile treningi w niczym nie przeszkadzają, bo można je zrobić o każdej porze dnia, czy przesunąć o jeden dzień, tak przy żywieniu pojawiają się schody.
W momencie gdy zaczęłam skrupulatnie podliczać makro zaczął się problem z wychodzeniem ze znajomymi przykładowo na lunch. O ile w centrum handlowym gdzie jest wiele jadłodajni i otwarta przestrzeń do siedzenia nie ma problemu aby wyciągnąć swój pojemnik z jedzeniem, tak co innego jednak gdy w grę wchodzi już jakaś konkretna knajpa, restauracja, kawiarnia. Główne dwa problemy to fakt, że z chęcią też bym sobie zjadła coś z karty dań (nie cheat, zawsze można wybrać zdrową pozycję proponowaną w menu). Nie dla samego faktu jedzenia, co dla cieszenia się ze znajomymi czy rodziną z wizyty w danym miejscu. Ale nie, przecież makro mi się nie zgodzi.
Na długi dystans staje się to uciążliwe dla psychiki i w końcu przyjdzie taki moment, gdy powiemy sobie, że mamy dość. I już nie chodzi o to, że chce mi się 'nieczystego' jedzenia. Nie ciągnie mnie do zjedzenia tabliczki czekolady czy całej pizzy. Tylko do normalności, którą chyba trochę zatraciłam.
Teraz żywię się świadomie zgodnie z zapotrzebowaniem i celami sportowymi. Kiedyś niestety była to obsesja odchudzania, przez co straciłam zdrowie i życie towarzyskie. Wolałam siedzieć w domu niż się tłumaczyć czemu nie jem.
Sport jest dla mnie wybawieniem na całe zło, dzięki temu potrafię dać ujście swoim emocjom, a przy okazji się spełniać. Planuję w krótkim czasie zrobić uprawnienia trenerskie abym sama również mogła zarażać miłością do sportu innych ludzi. Jestem bogatsza o wiele doświadczeń dzięki czemu będę mogła pokazać im jak nie wpaść w to błędne koło. Bo niestety można wiele stracić.
A jesteśmy tylko ludźmi i musimy cieszyć się małymi chwilami.
Więc cieszmy się życiem, dbajmy o swoje zdrowie, dawajmy naszemu ciału wartościowe paliwo, ale też nie popadajmy w skrajności, bo później ciężko jest wrócić do normalności.
Etykiety:
ciekawostki,
Kwiecień w słowach,
projekt,
żywienie
wtorek, 7 kwietnia 2015
Kwiecień w słowach: 5 ulubionych miejsc
Postanowiłam dołączyć do projektu, który organizuje Różowa Klara. W skrócie, polega na podjęciu czterech wybranych tematów - jeden na każdy tydzień danego miesiąca.
Dom moich dziadków
Miejsce, w którym uwielbiam przebywać. Zawsze mogę liczyć na dobre słowo, ciepłą herbatę i zrozumienie. Jeśli mam jakiś problem, który bardzo mnie zżera od środka, to duże prawdopodobieństwo, że właśnie wyląduję u babci żeby się poradzić. Babcia mnie praktycznie wychowała, nauczyła wielu rzeczy i wykształciła we mnie wrażliwość. Tak jak ja jest zodiakalnym bykiem, czyli jest osobą uczuciową i nie lubi gwałtownych zmian. Obie lubimy dobre jedzenie, otoczenie rodziny i stabilizację.

Siłownia
Zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o wyładowanie złych emocji, ale również miejsce, w którym poznałam wielu fajnych ludzi i w większości są to mężczyźni. Jestem tam trochę ich maskotką, ponieważ jestem jedyną kobietą, która odwiedza strefę siłową. Lubię też czasem towarzysko wyskoczyć na jakieś zajęcia grupowe, dla urozmaicenia i pozytywnej energii, która tam panuje.
Poza tym trening to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę totalnie zresetować umysł, zostawić telefon w szafce i odciąć się od świata.

Góry
Dopiero w ubiegłym roku, dokładnie w październiku odkryłam zbawienne działanie gór na moją psychikę. Pojechałam w Tatry z moim tatą chwile po swoim powrocie z zagranicy. Myśli były skołatane, tęsknota przepełniała serce. Mojemu Tacie też potrzebny był reset, więc cudownie się zgraliśmy. Te kilka dni dało mi nieodkryty spokój ducha. W 3 dni zaliczyliśmy 50km wędrówki po górach i chociaż doskonale pamiętam ból nóg, to już planuję wiosną kolejną wyprawę. Nad Morskim Okiem zjadłam najpyszniejszą szarlotkę w życiu i jak na tę porę roku nacieszyłam się przecudowną pogodę.
For You Cafe; Hurghada Egipt
Znam to miejsce od wielu lat, jeszcze gdy byłam dzieckiem i jeździłam do Hurghady turystycznie to razem z mamą spotykałyśmy się tam z polkami mieszkającymi na stałe w Egipcie.
Kiedy i ja osiadłam bardziej na stałe w kraju faraonów i zaczęłam pracować 'For You' stało się miejscem spotkań w dzień wolny.
Wszyscy znajomi zjeżdżali się aby razem zjeść, napić się i pogadać. Ja szczególnie tęsknie za świeżym sokiem z truskawek, mango i guawy oraz przepyszną sałatką z kurczakiem. Miejscówka jest bardzo popularna wśród miejscowych polaków, normalnym jest, że w TV leci jakaś polska stacja i nawet jeden z kelnerów mówi biegle po polsku. Wszystko jest usytuowane przy głównej ulicy miasta, dzięki czemu można obserwować co ciekawego się dzieje.
Hurghada, Egipt
Mój drugi dom. To jak nieuleczalna choroba, która jak raz złapie to już trzyma na wieki wieków. Hurghada jest mi bliska od dziecka jako miejsce turystyczne, później stała się domem i miejscem pracy. Mój paszport jest zapełniony egipskimi wizami, a na stałe pracując byłam tam około pół roku. Praca jako animator jest wbrew pozorom bardzo ciężka ze względu na panujący gorący klimat jak i ilość godzin pracy (6 dni w tyg, średnio 12h dziennie). Jednak pozwala poznać wielu wspaniałych ludzi z najróżniejszych zakątków świata, uczy samodzielności jak i cierpliwości. Jest to świetna przygoda, która łączy ciężką, rozwijającą pracę z zabawą. Nie ukrywam, swoje też można się wyszaleć, bo miejsc w Hurgadzie do tego nie brakuje.
Niestety nie mogę w chwili obecnej mieszkać tam na stałe ze względu na studia, ale w każdej chwili pobytu w Polsce wyczekuje tego aby spakować walizkę i kupić bilet. W samolocie siedzę przyklejona do szyby czekając na linię brzegową tego gorącego kraju, czekam na mocne uderzenie suchego powietrza po otwarciu drzwi samolotu. Wiem, że tam zawsze ktoś na mnie czeka, mam swoich przyjaciół. Czuję się wolna, szczęśliwa i spełniona.
Trochę myślałam, który temat wybrać jako pierwszy. Padło na 5 ulubionych...
Ale właśnie co? To zaprzątało moje myśli od dwóch dni. Pisać o jedzeniu? Sklepach z ubraniami, butach?
Nie. To takie banalne. Chcę Wam opisać 5 miejsc, które są dla mnie magiczne. Są ucieczką, ostoją, ratunkiem na zło albo po prostu miejscem, w którym czuję się dobrze i swobodnie. Gdzie myśli płyną bez stresu i mogę odciąć się od tego, co codzienne.
Dom moich dziadków
Miejsce, w którym uwielbiam przebywać. Zawsze mogę liczyć na dobre słowo, ciepłą herbatę i zrozumienie. Jeśli mam jakiś problem, który bardzo mnie zżera od środka, to duże prawdopodobieństwo, że właśnie wyląduję u babci żeby się poradzić. Babcia mnie praktycznie wychowała, nauczyła wielu rzeczy i wykształciła we mnie wrażliwość. Tak jak ja jest zodiakalnym bykiem, czyli jest osobą uczuciową i nie lubi gwałtownych zmian. Obie lubimy dobre jedzenie, otoczenie rodziny i stabilizację.

Siłownia
Zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o wyładowanie złych emocji, ale również miejsce, w którym poznałam wielu fajnych ludzi i w większości są to mężczyźni. Jestem tam trochę ich maskotką, ponieważ jestem jedyną kobietą, która odwiedza strefę siłową. Lubię też czasem towarzysko wyskoczyć na jakieś zajęcia grupowe, dla urozmaicenia i pozytywnej energii, która tam panuje.
Poza tym trening to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę totalnie zresetować umysł, zostawić telefon w szafce i odciąć się od świata.

Góry
Dopiero w ubiegłym roku, dokładnie w październiku odkryłam zbawienne działanie gór na moją psychikę. Pojechałam w Tatry z moim tatą chwile po swoim powrocie z zagranicy. Myśli były skołatane, tęsknota przepełniała serce. Mojemu Tacie też potrzebny był reset, więc cudownie się zgraliśmy. Te kilka dni dało mi nieodkryty spokój ducha. W 3 dni zaliczyliśmy 50km wędrówki po górach i chociaż doskonale pamiętam ból nóg, to już planuję wiosną kolejną wyprawę. Nad Morskim Okiem zjadłam najpyszniejszą szarlotkę w życiu i jak na tę porę roku nacieszyłam się przecudowną pogodę.
For You Cafe; Hurghada Egipt
Znam to miejsce od wielu lat, jeszcze gdy byłam dzieckiem i jeździłam do Hurghady turystycznie to razem z mamą spotykałyśmy się tam z polkami mieszkającymi na stałe w Egipcie.
Kiedy i ja osiadłam bardziej na stałe w kraju faraonów i zaczęłam pracować 'For You' stało się miejscem spotkań w dzień wolny.
Wszyscy znajomi zjeżdżali się aby razem zjeść, napić się i pogadać. Ja szczególnie tęsknie za świeżym sokiem z truskawek, mango i guawy oraz przepyszną sałatką z kurczakiem. Miejscówka jest bardzo popularna wśród miejscowych polaków, normalnym jest, że w TV leci jakaś polska stacja i nawet jeden z kelnerów mówi biegle po polsku. Wszystko jest usytuowane przy głównej ulicy miasta, dzięki czemu można obserwować co ciekawego się dzieje.
Hurghada, Egipt
Mój drugi dom. To jak nieuleczalna choroba, która jak raz złapie to już trzyma na wieki wieków. Hurghada jest mi bliska od dziecka jako miejsce turystyczne, później stała się domem i miejscem pracy. Mój paszport jest zapełniony egipskimi wizami, a na stałe pracując byłam tam około pół roku. Praca jako animator jest wbrew pozorom bardzo ciężka ze względu na panujący gorący klimat jak i ilość godzin pracy (6 dni w tyg, średnio 12h dziennie). Jednak pozwala poznać wielu wspaniałych ludzi z najróżniejszych zakątków świata, uczy samodzielności jak i cierpliwości. Jest to świetna przygoda, która łączy ciężką, rozwijającą pracę z zabawą. Nie ukrywam, swoje też można się wyszaleć, bo miejsc w Hurgadzie do tego nie brakuje.
Niestety nie mogę w chwili obecnej mieszkać tam na stałe ze względu na studia, ale w każdej chwili pobytu w Polsce wyczekuje tego aby spakować walizkę i kupić bilet. W samolocie siedzę przyklejona do szyby czekając na linię brzegową tego gorącego kraju, czekam na mocne uderzenie suchego powietrza po otwarciu drzwi samolotu. Wiem, że tam zawsze ktoś na mnie czeka, mam swoich przyjaciół. Czuję się wolna, szczęśliwa i spełniona.
Etykiety:
Kwiecień w słowach,
projekt,
wyzwanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















